Nowości
Urząd Ostrołęki korzysta z ChatGPT, ale nie pilnuje cyberbezpieczeństwa podległych jednostek

Urząd Miasta Ostrołęki wykorzystuje ChatGPT i voicebota do obsługi mieszkańców, ale jak sam przyznał w odpowiedzi na pytania, nie prowadzi żadnej weryfikacji, skąd pochodzą modele sztucznej inteligencji, z których korzystają pracownicy, i nie sprawuje nadzoru nad zabezpieczeniami antyransomware w jednostkach podległych magistratowi.
Co ujawnił urząd
Informacje pochodzą z odpowiedzi Urzędu Miasta Ostrołęki na pytania portalu eOstroleka.pl. Magistrat opisał, jak korzysta z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji: voicebot obsługuje część ruchu na infolinii urzędu, a dostęp do ChatGPT mają wybrani pracownicy, którzy wcześniej przeszli szkolenie z zasad bezpiecznego korzystania z takich narzędzi.
Problem pojawia się przy pytaniu o to, skąd pochodzą te modele. Urząd przyznał wprost, że nie prowadzi odrębnej weryfikacji, czy wykorzystywane modele AI powstają poza Unią Europejską. To istotne, bo unijny AI Act i krajowe przepisy o cyberbezpieczeństwie kładą coraz większy nacisk na pochodzenie i łańcuch dostaw systemów AI wykorzystywanych w administracji publicznej.
Luka w nadzorze nad ransomware
Drugim, poważniejszym wątkiem jest odpowiedź urzędu na pytanie o nadzór nad ochroną przed atakami ransomware w jednostkach podległych miastu, czyli między innymi w szkołach i innych placówkach miejskich. Magistrat odpowiedział wprost, że takiego nadzoru nie sprawuje. Nie ma też wiedzy o tym, ile te jednostki wydają na zabezpieczenia i mechanizmy ochronne.
To oznacza, że centrala miasta nie wie, jak dobrze (albo jak słabo) zabezpieczone są systemy informatyczne szkół i innych podmiotów, za które formalnie odpowiada. W praktyce każda z tych jednostek radzi sobie z cyberbezpieczeństwem sama, bez jednolitych standardów narzucanych i kontrolowanych centralnie.
Nie tylko Ostrołęka
Ostrołęka nie jest odosobnionym przypadkiem. Kilka dni wcześniej Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki audytu programu Cyberbezpieczny Samorząd, obejmującego dofinansowanie dla gmin i powiatów na poprawę odporności na cyberataki. NIK skontrolowała 19 jednostek: 12 urzędów gmin, 5 starostw powiatowych oraz Centrum Projektów Polska Cyfrowa i NASK.
Wyniki nie napawają optymizmem. W 8 z 19 skontrolowanych urzędów, czyli w 47 procentach, nie przeprowadzono obowiązkowego audytu bezpieczeństwa informacji. Ponad połowa kontrolowanych jednostek nigdy nie wdrożyła wymaganego Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji. Wśród 17 najwyższych pod względem wartości dotacji, na łączną kwotę 13 milionów złotych, w 6 urzędach, czyli w 36 procentach, stwierdzono nieprawidłowości, w tym nieuprawnione zakupy sprzętu i nieprawdziwe oświadczenia o wdrożonych zabezpieczeniach.
Dlaczego to ważne
Sam program Cyberbezpieczny Samorząd, według danych NIK na koniec sierpnia 2025 roku, obejmował 2490 projektów o łącznej wartości 1,47 miliarda złotych, z czego wykorzystano 62,4 procent budżetu. To pokazuje skalę pieniędzy publicznych, które trafiają do samorządów na poprawę cyberbezpieczeństwa, przy jednoczesnym braku pewności, czy te środki realnie przekładają się na lepszą ochronę.
Dla administracji publicznej to problem podwójny: z jednej strony urzędy coraz chętniej sięgają po narzędzia AI, takie jak ChatGPT czy voiceboty, żeby usprawnić obsługę mieszkańców, z drugiej strony te same urzędy często nie mają podstawowych mechanizmów nadzoru nad bezpieczeństwem systemów, którymi zarządzają bezpośrednio lub pośrednio. Wprowadzenie nowych narzędzi bez uzupełnienia nadzoru zwiększa powierzchnię potencjalnego ataku, zamiast ją ograniczać.
Od 3 kwietnia 2026 roku wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast ponoszą osobistą odpowiedzialność finansową za stan cyberbezpieczeństwa w swoich jednostkach, zgodnie z nowelizacją ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa dostosowującą polskie prawo do unijnej dyrektywy NIS2. Przypadek Ostrołęki pokazuje, że mimo tej zmiany, luki w podstawowym nadzorze wciąż istnieją, także tam, gdzie samorząd jednocześnie wdraża nowe narzędzia AI.


