Nowości
Litwa i Chorwacja chcą kupować moc obliczeniową z gigafabryki AI, której Polska jeszcze nie ma

Spis treści
Polska nie ma jeszcze żadnej gigafabryki sztucznej inteligencji, a już ustawia się do niej kolejka klientów z regionu. Litwa formalnie zgłosiła gotowość zakupu usług obliczeniowych z planowanej polskiej inwestycji, Chorwacja prawdopodobnie pójdzie w jej ślady, a Czechy prowadzą rozmowy na zasadzie wzajemności, uzależnione od wspólnego biznesplanu zaangażowanych firm.
Sama inwestycja wciąż jest na etapie starań, nie decyzji. Komisja Europejska w ramach europejskiego partnerstwa publiczno-prywatnego EuroHPC ma wybrać w sumie siedem gigafabryk AI na terenie Unii: cztery średniej skali i trzy dużej skali. Polska ubiega się o jedną z gigafabryk średniej skali, a unijny przetarg na wyłonienie konsorcjów budujących poszczególne obiekty ma zostać ogłoszony w najbliższych dniach.
Kto stoi w kolejce
Mimo braku rozstrzygnięcia przetargu, zainteresowanie mocą obliczeniową planowanej polskiej fabryki rośnie poza granicami kraju. Litwa jako pierwsza formalnie zgłosiła chęć zakupu usług, co wpisuje się w wcześniejszą regionalną współpracę: polska gigafabryka miała pierwotnie powstać w ramach szerszego partnerstwa publiczno-prywatnego obejmującego również Litwę, Łotwę i Estonię, którego wniosek pod nazwą Baltic AI GigaFactory złożono w czerwcu 2025 roku.
Chorwacja, według doniesień, prawdopodobnie pójdzie śladem Litwy i również zadeklaruje chęć korzystania z polskiej infrastruktury. Czechy prowadzą rozmowy na innych zasadach: wzajemności, która wymaga wypracowania wspólnego biznesplanu przez zaangażowane firmy, a nie tylko porozumienia międzyrządowego.
Kluczowe będzie to, żeby dogadały się firmy. Jeżeli my się porozumiemy na poziomie rządowym... - Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji
Model finansowania
Struktura finansowa gigafabryki zakłada podział ryzyka między sektor publiczny i prywatny. Polska i Komisja Europejska mają razem objąć 34 procent mocy obliczeniowej fabryki, po 17 procent każda ze stron, a pozostałe dwie trzecie mocy prywatny konsorgum budujące i eksploatujące obiekt będzie sprzedawać komercyjnie na wolnym rynku, w tym właśnie krajom takim jak Litwa czy Chorwacja.
Taki model oznacza, że rządowe zaangażowanie finansowe działa też jako gwarancja popytu, mechanizm mający przekonać prywatnych inwestorów do podjęcia budowy o skali miliardów euro, zanim jeszcze fabryka wyprodukuje pierwszy cykl obliczeń. Wcześniejsze ustalenia rządu zakładały wkład Polski w wysokości ponad 135 milionów euro przy całkowitym koszcie budowy sięgającym 3 miliardów euro, co czyniłoby to największą inwestycją ICT w historii kraju.
Spór o zasady unijnego przetargu
Droga do samego przetargu nie była prosta. Pod koniec 2025 roku Komisja Europejska zmieniła koncepcję budowy gigafabryk w Unii, odbierając państwom członkowskim możliwość bezpośredniego ubiegania się o obiekt. W nowym modelu w unijnym przetargu startują konsorcja przedsiębiorców, a państwa mogą jedynie wspierać inwestycje finansowo i zapewniać gwarantowany popyt na moc obliczeniową.
Wobec tej zmiany sprzeciw wyraziła koalicja krajów, do której dołączyły Polska, Francja, Niemcy, Czechy, Litwa, Hiszpania i Szwecja. Argumentowały, że skoro gigafabryki AI mają strategiczne znaczenie dla technologicznej suwerenności Europy, rządy powinny mieć realny wpływ na ich kształt, finansowanie i lokalizację, a nie ograniczać się do roli gwaranta popytu.
Co to znaczy dla Polski
Dla polskich firm i instytucji naukowych zajmujących się AI wynik przetargu ma bezpośrednie znaczenie praktyczne: dostęp do mocy obliczeniowej rzędu dziesiątek tysięcy kart graficznych na miejscu, bez konieczności korzystania z zagranicznych centrów danych czy chmur zza oceanu. Zainteresowanie sąsiadów pokazuje jednocześnie, że stawka wykracza poza Polskę, region Europy Środkowej ma zbyt małe własne zasoby obliczeniowe wobec rosnącego popytu firm i uczelni na trenowanie modeli AI.
Ostateczna lokalizacja i skład konsorcjum, które wygra unijny przetarg, powinny być znane po zakończeniu 15-tygodniowego okresu składania ofert, zapowiedzianego przez Komisję Europejską. Do tego czasu deklaracje Litwy, Chorwacji i Czech pozostają wyrazem zainteresowania, a nie podpisanymi kontraktami.


