Nowości
Sztuczna inteligencja rozmontowała w dwa lata branżę pisania prac dla studentów w Kenii

Jeszcze na początku dekady w Nairobi działała cała nieformalna gospodarka oparta na pisaniu prac zaliczeniowych dla studentów z Zachodu. Dziś, jak opisuje New York Times, ten rynek praktycznie przestał istnieć, a winny jest ChatGPT i inne narzędzia generatywnej AI.
Jak działał ten biznes
Proceder opisany przez dziennikarzy Adama Satariano, Paula Mozura i Edwina Okotha polegał na pisaniu esejów, referatów i prac zaliczeniowych na zlecenie studentów z Europy i Ameryki Północnej, którzy nie chcieli lub nie mieli czasu pisać ich samodzielnie. Kenia od lat była naturalnym centrum takich usług - dobra znajomość angielskiego, wysoki poziom wykształcenia i niskie koszty życia sprawiały, że lokalni absolwenci mogli konkurować cenowo z pisarzami z innych krajów.
Rząd w Nairobi w 2016 roku zaczął nawet szkolić absolwentów uczelni do pracy na platformach freelancerskich, licząc na rozwój sektora outsourcingu cyfrowego. W 2022 roku, tuż przed premierą ChatGPT, Kenia przyjęła dziesięcioletni plan rozwoju usług outsourcingu online jako jeden z filarów gospodarki cyfrowej kraju.
Punkt zwrotny
Przełom nastąpił wraz z upowszechnieniem się ChatGPT po jego premierze w 2022 roku. Studenci, zamiast płacić kenijskim pisarzom, zaczęli po prostu zlecać napisanie pracy chatbotowi - za darmo lub za ułamek wcześniejszej ceny. Popyt nie przeniósł się do tańszego dostawcy, tylko zniknął niemal całkowicie w ciągu dwóch lat.
Sztuczna inteligencja wkroczyła i przejęła ogromne fragmenty tych rynków pracy - Mark Graham, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego, badacz gospodarki gig
Richard Esilaba, który w szczytowym okresie zatrudniał stu autorów prac, zamknął swój biznes. Frida Mwangi, zajmująca się wcześniej transkrypcją i pisaniem tekstów, mówi wprost o utracie źródła utrzymania i dziś angażuje się w kampanie na rzecz pracowników gospodarki gig.
Moja praca zniknęła całkowicie - Frida Mwangi, była pracownica branży pisania prac na zlecenie
Co zostało z branży
Praca całkowicie nie zniknęła, ale zmienił się jej charakter. Zlecenia, które jeszcze się pojawiają, dotyczą głównie edytowania tekstów napisanych przez AI tak, by nie zostały wychwycone przez systemy antyplagiatowe i detektory treści generowanych maszynowo, które coraz powszechniej stosują uczelnie na Zachodzie. To praca gorzej płatna i mniej stabilna niż wcześniejsze pisanie prac od podstaw.
Teresios Bundi, jeden z bohaterów reportażu, znalazł dziś zatrudnienie w niemieckiej organizacji rozwojowej, ale nie ma złudzeń co do skali zjawiska, które dotknęło jego dawną branżę.
AI przychodzi po bankierów, po księgowych, przyjdzie po inżynierów i po architektów. Przyjdzie po wszystkich - Teresios Bundi, były autor prac zaliczeniowych na zlecenie
Znaczenie dla rynków pracy
Historia z Nairobi jest jednym z pierwszych tak dobrze udokumentowanych przypadków, w których cała gałąź nieformalnej gospodarki usługowej została w krótkim czasie zdemontowana przez ogólnodostępne narzędzie AI, a nie przez przeniesienie pracy do tańszego kraju czy automatyzację fabryczną. To odróżnia ten przypadek od wcześniejszych fal outsourcingu, gdzie praca migrowała, ale nie znikała.
Sektor usługowy oparty na pisaniu, tłumaczeniach czy prostej analizie tekstu jest szczególnie narażony na tego typu wstrząsy, ponieważ modele językowe radzą sobie z takimi zadaniami coraz lepiej i coraz taniej. W krajach rozwijających się, gdzie tego rodzaju praca zdalna bywała jedną z niewielu dróg do stabilnego dochodu, skutki mogą być dotkliwe i trudne do zrekompensowania nowymi miejscami pracy.
Dla polskiego czytelnika to sygnał ostrzegawczy dotyczący branż opartych na pisaniu tekstów na zlecenie - od copywritingu po proste tłumaczenia - w których model biznesowy zakładał wykonywanie pracy tańszej niż u klienta, ale wciąż wymagającej człowieka. Kenijski przykład pokazuje, że kiedy AI potrafi wykonać zadanie za darmo lub prawie za darmo, przewaga cenowa człowieka przestaje mieć znaczenie.


