Nowości
Islandia głosuje w cieniu dezinformacji wzmacnianej przez AI

Spis treści
Islandczycy głosują dziś, 29 sierpnia, w referendum rozstrzygającym, czy rząd ma wznowić zawieszone od lat negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. Głosowanie nie decyduje jeszcze o samym członkostwie, ale w tygodniach poprzedzających je prezydentka kraju, policja i organizacje zajmujące się edukacją medialną publicznie ostrzegały przed rosnącą falą dezinformacji, w tym treści generowanych przez sztuczną inteligencję.
Referendum, które dzieli wyspę
Islandia od lat utrzymuje status kandydata do UE, ale negocjacje akcesyjne zostały zamrożone w 2015 roku. Obecny rząd, sformowany po wyborach z zapowiedzią referendum w tej sprawie, postawił pytanie wprost: czy wrócić do rozmów z Brukselą. Komentatorzy porównują atmosferę wokół głosowania do brytyjskiego referendum w sprawie brexitu, wskazując na podobną intensywność kampanii i podziały społeczne.
W tle sporu o członkostwo pojawił się jednak osobny wątek, dotyczący jakości informacji, na podstawie których Islandczycy podejmują decyzję. Kraj liczący około 400 tysięcy mieszkańców przez dekady uchodził za wyjątkowo odporny na dezinformację, między innymi dzięki barierze językowej, geograficznej izolacji i wysokiemu poziomowi edukacji.
Ostrzeżenie prezydentki
Prezydentka Islandii Halla Tómasdóttir ostrzegła przed ryzykiem związanym z treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję, wskazując, że AI potrafi tworzyć wiarygodnie wyglądające, ale wprowadzające w błąd materiały, które błyskawicznie rozchodzą się w sieci. Na podobne zagrożenia zwracał uwagę także islandzki minister spraw zagranicznych, łącząc dezinformację, sztuczną inteligencję i możliwą ingerencję zagraniczną w jednym ostrzeżeniu przed głosowaniem.
Organizacja Netvís, zajmująca się edukacją medialną i współpracująca z policją oraz platformami społecznościowymi przy usuwaniu szkodliwych treści, uruchomiła przed referendum publiczny portal do zgłaszania podejrzanych prób manipulacji opinią publiczną. Jej przedstawicielka spodziewa się wzrostu liczby zgłoszeń w miarę zbliżania się dnia głosowania.
We know that as things heat up, we expect to receive such reports - Stefanía Ragnarsdóttir, Netvís
However excellent a tool AI can be, it is not a truth machine - ostrzeżenie cytowane przez Netvís
Niepokojące liczby
Badania cytowane przez serwis Poynter pokazują skalę zmiany. 71 procent Islandczyków przyznało, że w ciągu ostatniego roku natknęło się online na fałszywe wiadomości, wobec około 59 procent w 2022 roku. Około jedna czwarta respondentów przyznała się do wyrobienia sobie błędnej opinii o politykach lub osobach publicznych na podstawie wprowadzających w błąd informacji.
Eksperci wskazują też na import zagranicznych narracji do islandzkiej debaty publicznej. Blisko 40 procent ankietowanych wierzy w istnienie tak zwanego głębokiego państwa, mimo że pojęcie to nie miało wcześniej w Islandii żadnej wewnętrznej historii dyskusji i zostało, jak to ujęto, zaadaptowane z zagranicznego dyskursu. Podobny wzrost odnotowano w przypadku twierdzeń o celowym osłabianiu wartości nordyckich i chrześcijańskich przez migrację z Bliskiego Wschodu, z 23 do niemal 40 procent w cztery lata.
Odporność, która słabnie
Przez lata Islandię chroniły trzy czynniki: niewielka populacja, w praktyce zbyt mała, by opłacało się prowadzić wobec niej masową kampanię dezinformacyjną, bariera językowa ograniczająca dopływ obcojęzycznych treści oraz wysoki poziom zamożności i wykształcenia społeczeństwa. Te same badania pokazują jednak, że ochrona ta słabnie wraz z powszechnym dostępem do internetu, mediów społecznościowych i niemal powszechną biegłością w angielskim, która otwiera Islandczyków na treści tworzone poza krajem, w tym generowane maszynowo.
Krajowy Komisarz Policji Islandii potwierdził, że służby monitorują debatę publiczną i media społecznościowe pod kątem możliwej ingerencji zagranicznych aktorów, sprawdzając fałszywe konta, strony o niejasnej strukturze własnościowej oraz potencjalne zagraniczne źródła finansowania kampanii referendalnych. Policja zastrzegła jednak, że na razie nie ujawniła dowodów na to, iż za którymkolwiek z tych działań stoi obce państwo.
Dla polskiego czytelnika sprawa islandzka jest przypomnieniem, że kwestia dezinformacji wzmacnianej przez sztuczną inteligencję przy okazji referendów i wyborów nie ogranicza się do dużych krajów objętych unijnym AI Act. Nawet niewielkie, dotąd odporne społeczeństwo demokratyczne może w ciągu kilku lat zderzyć się z tym samym zestawem zagrożeń, jakie wcześniej obserwowano przy większych głosowaniach w Europie i USA, a mechanizmy odpowiedzi, publiczny portal zgłoszeń, monitoring policyjny, ostrzeżenia najwyższych władz, są podobne niezależnie od skali kraju.


